Wywiad z Hugh Grantem

Hugh Grant to bez wątpienia jeden z najbardziej czarujących aktorów, który swoim talentem i urokiem podbił nasze serca.

Teraz gdy ma już 56 lat jego priorytety zmieniają się, choć pewne rzeczy pozostają jak dawniej. Tak jak jego dość chłodny stosunek do mediów. Grant, zyskał status gwiazdy po Czterech weselach i pogrzebie, dziś po części powraca do swoich źródeł. Grając w Boskiej Florence wciela się w rolę aspirującego aktora związanego ze starszą kobietą (Meryl Streep), entuzjastką sztuki, ale też koszmarną śpiewaczką operową.

Dlaczego mimo swojego talentu i wielkiej popularności zrobiłeś sobie tak długą przerwę od grania?

Nie jestem pewien odnośnie talentu, ale dziękuję. Wciąż jestem bardzo niepewny, przez całą karierę prześladował mnie lęk, że mój ostatni film był w istocie moim ostatnim filmem. Zawsze też byłem tą czarną owcą w rodzinie. Mój brat jest maklerem, finansowym analitykiem, z pieniędzy robi jeszcze więcej pieniędzy, a ja zawsze byłem tym niezdarnym Hugh, co prawda z jakimś błyskiem, ale jednak leniwym i społecznie niewydarzonym. Trochę się to jednak zmieniło [śmiech].

Przecież po swoim olbrzymim sukcesie, niemalże zrezygnowałeś z aktorstwa.

To nie prawda, nigdy nie nosiłem się nawet z takim zamiarem. Po prostu przestałem forsować tempo i co się z tym wiąże odrzuciłem wiele propozycji. Zaangażowałem się też w polityczną i społeczną debatę w sferze publicznej. To nie tak, że nie grając, nie robiłem nic. Jestem bardzo zainteresowany kształtowaniem się relacji między mediami a jednostką, między mediami a władzą; tym w jaki sposób media masowe odciskają piętno na życiu społecznym w Anglii.

Wciąż gniewasz się na brytyjskie media?

Margaret Tatcher mówiła: Nie wygram wyborów i nie przetrwam politycznie lekceważąc prasę, ale spójrz co działo się w mediach przy okazji Brexitu, cała ta maniakalna kampania za wyjściem, te niemalże okultystyczne obrzędy, a mamy się przecież za postępowe i oświecone społeczeństwo.

Jaki masz stosunek do Brexitu?

Myślę, że z czasem sytuacja się uspokoi i będziemy mogli wyciągnąć właściwe wnioski. To być może taki moment szaleństwa, po którym wszyscy będziemy mądrzejsi. Wiem, że środowiska artystyczne niemal w całości głosowały za pozostaniem. Tak przynajmniej mówi moja ex, a dziś najlepsza przyjaciółka, Elizabeth [Hurley]. Jest świetnie poinformowana, wie wszystko i polegam na jej słowach z bezgranicznym zaufaniem [śmiech].

Czy możesz nam powiedzieć o twoich działaniach na rzecz indywidualnego prawa do prywatności?

Zwróciłem się do Sądu Najwyższego w Wielkiej Brytanii, jak też do Rady Etyki Mediów w celu ograniczenia naruszeń naszych konstytucyjnych praw. Działałem w imieniu wszystkich, nie tylko swoim i innych znanych osób. Głęboko wierzę, że prywatność jest święta i powinna być prawnie chroniona w ten sam sposób co nietykalność cielesna.

Co jest bardziej wymagając: aktorstwo czy polityka?

Polityka jest stresująca, przerażająca, męcząca. Przy niej aktorstwo to haust świeżego powietrza. Zresztą obie te dziedziny opierają się na pewnym rodzaju kreacji, jednak politycy to żałośni aktorzy.

hughgrant_intext

Jesteś gotowy na powrót do aktorstwa w pełnym wymiarze?

O tak. Mam czwórkę dzieci, narzeczoną, kilka byłych partnerek. Muszę im wszystkim zapewnić byt! Muszę pracować, choć przyznaję, że aktorstwo nie jest jakoś bardzo wymagającym zawodem. Uczę się tekstu, przyjeżdżam na plan, wypowiadam tekst i wracam do domu zmieniać pieluchy.

Stosunkowo późno zdecydowałeś się na dzieci. Czy jakoś zmieniły twoją perspektywę?

Zupełnie. Kiedyś mówiłem, że uwielbiam dzieci do momentu, kiedy mogę je zwrócić prawnym opiekunom. A dziś mam czwórkę. Kiedyś byłem miły, teraz jestem bardzo miły [śmiech].

Żałujesz czegoś?

Nieustannie. Jest tego tak dużo, że nie wiedziałbym od czego zacząć. Żałuję, że nie byłem bardziej twórczy, że nie byłem bardziej aktywny. Powinienem był też może pisać więcej ról dla siebie. Zawsze znajdywałem świetne wymówki, żeby czegoś nie robić. Jestem w tym naprawdę dobry.

Kategoria Tagi